Poznajmy się!

Monika MłynarczykMonika Młynarczyk

Nazywam się Monika Młynarczyk.

Joga i inne subtelne formy pracy z ciałem fascynowały mnie już od dzieciństwa, ale pierwszy raz oficjalnie stanęłam na macie w wieku 22 lat – wcześniej wierzyłam, zupełnie niesłusznie, że joga nie jest dla mnie, ponieważ brakuje mi elastyczności. Kiedy już zaczęłam, praktyka okazała się o wiele trudniejsza, niż przypuszczałam – i problemem nie była bynajmniej sztywność ciała. Zaczęłam zdawać sobie sprawę ze wszystkich myśli i emocji, które się we mnie kłębiły, i przed którymi nie było ucieczki podczas ciągnących się w nieskończoność momentów zatrzymania w asanach. Z zajęć wychodziłam wściekła, jednak czułam, że bardzo tego potrzebuję i uparcie chodziłam dalej.

Przez kilka lat wypróbowałam różne style jogi – hatha, vinyasa, ashtanga, joga Iyengara, kundalini… Częste podróże i zmiany miejsca zamieszkania sprzyjały odkrywaniu nowych sposobów praktyki jogi oraz poznawaniu wielu wspaniałych nauczycieli. Już w 3 lata po rozpoczęciu praktyki poczułam, że wzywa mnie ścieżka nauczycielska. Zdecydowałam się wtedy podjąć studia podyplomowe Joga i Relaksacja na Wydziale Fizjoterapii warszawskiego AWF, aby jak najlepiej przygotować się od strony merytorycznej. Kolejne podróże, w tym do Indii, oraz liczne warsztaty jogi, w jakich brałam udział, powoli naprowadzały mnie na właściwą ścieżkę – delikatną jogę yin oraz spiralną dynamiczną jogę. Odbyłam kurs nauczycielski tych dwóch metod i w 2017 roku zaczęłam uczyć jogi yin a następnie spiralnej dynamicznej. Ukończenie tych kursów okazało się jednak nie być końcem ścieżki – wręcz odwrotnie, był to zaledwie początek. Codzienna praktyka, odkrywanie wciąż na nowo mojego ciała, ciągłe poszerzanie wiedzy sprawiły, że wytworzyłam własny styl – jogę powięziową rozluźniającą, bazującą na jodze yin oraz jogę powięziową wzmacniającą – jest to hatha/vinyasa joga wzbogacona o elementy pracy z powięzią i uważnego odkrywania własnego ciała.

W mojej praktyce inspiruję się zarówno klasyczną jogą, jak i innymi formami pracy z ciałem, przede wszystkim ruchem autentycznym (spontanicznym), dlatego asany, pranayamy czy mantry łączę z miękkimi ruchami wypływającymi z aktualnych potrzeb naszego ciała.

Przez cały ten okres, wraz z praktyką jogi następował w moim życiu wzrost świadomości i kolejne zmiany z nim związane – obejmujące wszystkie dziedziny życia. Po pokonaniu pieszo 300 km Camino de Santiago w 2015 roku zostałam wegetarianką, rok później weganką, aż pewnego dnia, spontanicznie, zrezygnowałam z gotowania i przeszłam na surowy weganizm (witarianizm). Odkrywam ścieżkę surowego jedzenia od czerwca 2017 roku eksperymentując i sprawdzając na sobie różne podejścia i teorie. Dzięki takiej otwartej postawie i ciągłej pracy z ciałem coraz lepiej udaje mi się rozumieć zasady rządzące naszymi ciałami, zależności między ich poszczególnymi funkcjami oraz wpływ emocji na nasze zdrowie i sposób żywienia.

Jednym z głównych obszarów moich zainteresowań jest praca powięzi i układu limfatycznego oraz ich wpływ na nasze zdrowie i zakres ruchu. Codziennie odkrywam, jak utrzymywać powięź oraz całe ciało w jak najlepszej formie oraz dzielę się moimi odkryciami poprzez artykuły, nagrania live na Facebooku i regularne zajęcia online. Moim celem nie jest pokazanie Ci jak ładnie się wyginać do zdjęć, ale nauczenie Cię miłości do własnego ciała i stworzenie bezpiecznej przestrzeni, w której możesz zatrzymać się na macie i przyjrzeć swoim emocjom.

Zaczęłam prowadzić regularne zajęcia z jogi powięziowej w Lublinie w roku 2017. Od czerwca 2018 do marca 2020 prowadziłam w Lublinie własne studio jogi Złap balans, gdzie oprócz moich zajęć, można było również skorzystać z masaży, zajęć hatha jogi czy koncertów mis i gongów. Niezależny ode mnie ciąg wydarzeń doprowadził do zamknięcia tego etapu i od kwietnia 2020 prowadzę grupowe zajęcia online oraz indywidualne konsultacje przez Internet lub z dojazdem do klienta. Od roku 2018 regularnie prowadzę wyjazdowe warsztaty z jogą.

W ostatnim kwartale 2020 roku wraz z mężem spełniliśmy nasze marzenie i przeprowadziliśmy się na naszą rajską wyspę – La Palmę, należącą do archipelagu Wysp Kanaryjskich, gdzie planujemy rozwinąć ofertę warsztatową.

W Złap balans, tak jak w moim życiu, wszystko zaczęło się od jogi, ale na jodze się nie skończyło. Zarówno na blogu, jak i podczas zajęć i warsztatów, tworzę przestrzeń, w której jest miejsce nie tylko do praktyki jogi, ale też poszerzenia świadomości we wszystkich dziedzinach życia. Jeśli nie zgadzasz się z czymkolwiek, co tu znajdziesz – nie oznacza to, że którekolwiek z nas się myli. Być może po prostu wchodzimy innymi drogami na tę samą górę.

Paul WódzPaul Wódz

Poznajcie Paula – mojego męża, mojego najlepszego przyjaciela, moje największe wsparcie i mojego partnera w projekcie Złap balans. Odkąd nasze ścieżki się skrzyżowały – dzięki surowej diecie i zamiłowaniu do podroży poza szlakiem – wszystko robimy razem. Przeszkodą nie był nawet dzielący nas przez pierwsze 8 miesięcy dystans 760 kilometrów. Jeśli zastanawiasz się, jaka może być rola Paula w tym projekcie, spieszę z odpowiedzią: to on odpowiada za stronę graficzną (sprawdź koniecznie Instagrama!) i techniczną (to on stworzył od podstaw całą stronę!), to on wyszukuje ciekawe materiały i badania naukowe dotyczące diety, to on eksperymentuje i odkrywa – na równi ze mną, a czasem może nawet w większym stopniu – zależności związane z dietą i funkcjonowaniem powięzi/układu limfatycznego, to on wreszcie wysłuchuje wszystkich moich artykułów zanim trafią na stronę… I wiele, wiele więcej.

Paul – choć jego imię brzmi obco i choć wychował się w Berlinie – jest Polakiem. Co prawda jogą zaczął interesować się dopiero, kiedy mnie poznał, jednak holistyczne podejście do zdrowia i praca z ciałem nie były mu obce. Nadal co prawda woli pieszą wędrówkę czy bieganie niż jogę, jednak czasami staje na macie obok mnie. Jego rozwój duchowy zapoczątkowała adoptowana kocia przybłęda, która zmiękczyła serce Paula i – całkiem niechcący – doprowadziła go do rezygnacji ze spożywania mięsa. Kolejnym ważnym dla Paula aspektem były jego samotne podróże z plecakiem i namiotem na archipelagu azorskim, podczas których, dzięki samotności, lepiej poznał siebie i zrozumiał, co jest dla niego najważniejsze.

Od samego początku, od kiedy się poznaliśmy – kibicował mi mocno w moim projekcie, by w końcu stać się jego częścią i w ten sposób pomóc mi jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła.

Hermes i Atena – ci, którzy brali udział w zajęciach online prawdopodobnie przynajmniej raz zobaczyli lub usłyszeli któreś z nich. Cóż, nasza Atena (kocia przybłęda, która zmiękczyła serce Paula) jest prawdziwą damą z wielkim parciem na szkło i potrzebą bycia w centrum uwagi – stąd od czasu do czasu jej miauki podczas naszych zajęć online. Z kolei Hermes to mistrz relaksacji i pasjonat dźwiękoterapii – pojawia się zawsze podczas savasany i wsłuchuje w dźwięki misy tybetańskiej, której używam podczas prowadzonego relaksu (czasem zdarza mi się użyć dzwonków koshi, co zawsze budzi w nim pewne zdumienie i lekkie rozczarowanie). Oboje uczą nas cierpliwości, uważności i bycia tu i teraz – zwłaszcza, kiedy kładą się na nas słysząc rano dźwięk budzika.

Atena 'Madamme' Gruchotte
Hermes 'Mińciu' Rawant